Moje 5 "zielonych" lat...

Moderatorzy: Iwo_H, Kolejarz, Roman F., J.J.S

Moje 5 "zielonych" lat...

Postautor: ktoś » 24 sie 2018, 20:36

Zaczynając od początku. Miałem od zawsze do czynienia z dwoma kościołami - Oczywiście biorąc pod uwage że mieszkamy w Polsce był to kościół katolicki, a drugi to kosćiół ewangelicki.
Moja rodzina bliższa i dalsza była jak to w Polsce bywa - wierząca-niepraktykująca ;) No i ja też tak sobie żyłem gdzieś tam wierzyłem niby ale jakoś nie umiałem znaleźć się w tych wspomnianych kościołach i tak mijały lata aż pewnego dnia stanął na mej drodze kościół zielonoświątkowy, poszedłem tam niby z ciekawości zobaczyć jak tam jest. I to był niestety mój błąd o którego się zaczęło.

W atmosfere w tym kościele była zupełnie inna, ludzie uśmiechali się do siebie, zagadywali i to było coś co faktycznie potrafiło człowieka "urzeknąć". No i ja też dałem się tej atmosferze wciągnąć.

Wydawało mi się że to jest to, że to jest prawdziwy kościół, prowadzony przez ducha świętego, że ludzie żyją naprawdę z Bogiem, z Biblią itd.

Początkowo widziałem tam same plusy, nie widziałem nic negatywnego. Po kilku miesiącach dałem się tam nawet ochrzcić.
Wtedy też nadszarpnąłem swoje relacje z ludźmi spoza tego kościoła ponieważ uważałem ich za ludzi "ze świata", nienawróconych, nieposłusznych Bogu. Bo tylko ci z KZ byli przecież prawdziwymi chrześcijanami :)

Jednak ja zawsze myślałem po swojemu, i w końcu zacząłem dostrzegać wady, że coś chyba jest nie tak. I tak powoli otwierałem oczy co doprowadziło mnie w końcu do zaprzestania dalszych "wizyt" w tym kościele.

Zaczynając od rzekomych charyzmatów których sposób "użycia" miał na celu chyba głownie byc jak najbardziej widowiskowy, spektakularne, rzekomi uzdrowiciele, rzekome dary języków, wszystko to wzbudzało we mnie jakiś niepokój, jakby pochodziło nie od Boga lecz od kogoś zupełnie innego. Pastorzy i "liderzy" którzy piętnowali jakiekolwiek wątpliwości. Jeśli ktoś wątpił w owe dary to nie miał ducha, miał się nawrócić, był podatny wg nich na podszepty diabła.

Inna sprawa pastorzy, liderzy których słowo było święte, czasem pytałem innych ludzi o pastora czy oni sie z nim zgadzaja itp to jedyne co odpowiadali ze faktycznie jest specyficzny ale tak ma, jakby sie bali sprzeciwic bo pastor byl jak guru, to on mowil kto jest nawrocony a kto nie (nienawroceni byli oczywiscie ci ktorzy sie z nim nie zgadzali, smieli sie mu sprzeciwic).

Kolejna sprawa tak zwana ewanglizacja, wszyscy powinni brac w niej udzial do tego sie wszystkich zachecano, mowiono ze bedzie przebudzenie, ze Bog ma plan a w rzeczywistosci to nie bylo nic innego jak zwyczajny prozlityzm i za wszelka cene przyciagniecie ludzi do tego kosciola. Oczywiscie wszyscy inni byli zli. Oczywiscie zly byl kosciol katolicki bo to kosciol antychrysta gdzie czci sie Marie, oczywiscie kosciol ewangelicki bo tam nie ma mocy ducha świętego i jest "demon liberalizmu" ale nawet o czym nie mowilo sie juz tak jawnie zli byli tez baptysci, z ktorymi przeciez kz dzieli nauke o chrzcie i z ktorymi niby utrzymuje sie dosc przyjazne relacje ale z drugiej strony baptysci tez nie mieli ducha swietego bo nie mieli takich "spektakularnych" uzdrowien, upadkow w duchu swietym i innych tego typu rzeczy wiec najlepiej aby ich tez "przeciagnac" do KZ :)

Ewangelia sukcesu to juz byla wisienka na torcie. Oficjalnie mowilo sie nie, my ewangelii sukcesu nie glosimy, a w praktyce kazania wygladaly jak mowy motywacyjne, mowilo sie ze trzeba ewangelizowac, ze dzialac na rzecz kosciola i wierzyc bezgranicznie (czyt: bezkrytycznie, przyjmowac to co mowi pastor) to wtedy Bog da blogoslawienstwo czy to materialne czy zdrowotne itp.

I wiele innych moge wymieniac aspektow ktore w koncu doprowadzily do tego ze oczy mi sie otworzyly i uciekalem z tego "kosciola" w poplochu. Po ponad 4,5 roku spedzonych tam.

Niestety jeszcze przez tygodnie po tym dniu musialem sobie wszystko ukladac w glowie. Bo akurat tak sie stalo ze zdrowotnie i poniekad zawodowo w tym czasie mialem troche zawirowan i myslalem ze to kara za odejscie z kosciola, ze faktycznie Bog blogoslawi tych ktorzy wierza bezgarnicznie w to co sie tam glosi. I musialo minac wiele kolejnych tygodni zebym sobie wszystko na nowo poukladal.

I to chyba tylko boża opatrznoć sprawiła że pomimo tego nie porzuciłem całkowicie wiary. Teraz jestem bezkościelny, od czasu do czasu chodze znowu do kosciola ewangelickiego. Ale dziekuje Bogu ze otworzyl mi oczy i wyprowadził z tamtego "kościoła".

Miałem też okazję poznać podobne historie katolików, ewangelików czy baptystów którzy też mieli podobne przeżycia z owym kościołem, którzy dali się "nabrać".

Nie wiem co myśleć. Wydawałoby się że jeden z większych kościołów. dynamicznie się rozwijający. Czy faktycznie posługuje się psychomanipulacją i w tym tkwi jego sukces? Czy to może tylko pojedyncze przypadki zepsutych zborów? Nie wiem... Też znacie takie historie? I macie jakies doświadczenia (bardziej lub mniej bezpośrednie) z tym kościołem lub innymi podobnymi tak zwanymi "charyzmatycznymi"?

Troche się rozpisałem :D Nie wiem w sumie po co to wam pisze, ale mialem jakas taka potrzebe to z siebie wyrzucic.
ktoś
 
Posty: 1
Rejestracja: 24 sie 2018, 20:35
Wyznanie: KEA

Re: Moje 5 "zielonych" lat...

Postautor: ondre » 28 sie 2018, 16:18

ondre
 
Posty: 5
Rejestracja: 24 kwie 2011, 21:21
Wyznanie: KRK ale...


Wróć do Porozmawiajmy o wierze

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron