przez mathetes » 09 Mar 2010, 23:57
Szanowna Pani Elżbieto,
przyznaję, że Pani uwagi pod moim adresem są dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie bardzo wiem, jak mogę Pani pomóc. Zachęcam chyba tylko do głębokiego wdechu i przeczytania na spokojnie jeszcze raz mojego ostatniego posta. Pani mi wybaczy, ale nie mam pojęcia, w jaki to sposób tak "zaciekle Panią zaatakowałem i zrobiłem z Pani zbrodniarza", gdyż nie odnosiłem się w swoim ostatnim poście do Pani. Z pewnością "zaciekle" zaatakowałem "naszych" amerykańskich i afrykańskich faryzeuszy, którzy pod płaszczykiem "wierności Biblii" dopuszczają się ludobójstwa. Ale nie chce mi się wierzyć, że te uwagi mogły Panią tak dotknąć. Co więcej, expressis verbis wyjaśniłem, co myślę o stosunku tzw. polskich konserwatystów do gejów (proszę przeczytać mój post jeszcze raz). Pani wypowiedź sugeruje, że uważa Pani, iż zarzucam Pani i Dawidowi chęć prześladowania homoseksualistów. Tu także jestem zdezorientowany, ponieważ niczego takiego nie napisałem. Mój post był poświęcony sytuacji prawnej w Polsce (w mniejszym stopniu sytuacji wyznaniowej) oraz niebezpiecznemu radykalizmowi chrześcijańskiemu, ale chyba jasno napisałem, że chodzi mi o Afrykę i w mniejszym stopniu o USA, więc w jaki sposób Pani doczytała się "wściekłego ataku" na swoją osobę, pozostaje dla mnie zagadką.
Prawdą jest, że rozmowa poniekąd rozwinęła się od Pani postu, w którym, jak wierzę, nieumyślnie i nieświadomie zrównała Pani mordy na gejach z ich akceptacją w niektórych kościołach chrześcijańskich. Z tego powodu kilka osób zwróciło Pani uwagę, że takie sformułowanie jest niepokojące. Abstrahując od naszych poglądów, nie chce mi się wierzyć, że nie dostrzega Pani różnicy między tymi zjawiskami. Jestem głęboko przekonany, że dla każdego człowieka, w tym także dla Pani, te dzikie mordy są prawdziwą obrzydliwością, wobec której nie można milczeć. Sytuacja afrykańskich gejów jest chyba dla nas wszystkich przerażająca i tylko możemy się domyślać, w jakim strachu ci ludzie muszą żyć.
Pozwoli Pani, że nie będę wdawał się w "wojenki" na werseciki. Zbyt dużym szacunkiem darzę Pismo Święte, by wykorzystywać je do bicia nim innych po głowie. Wyrywanie wersetów z kontekstu i rzucanie nimi innym w twarz jest praktyką, którą już dłuższy czas temu zaniechałem, dlatego pozwoli Pani, że nie będę dyskutował na takim poziomie. Pozwolę sobie także przemilczeć Pani uwagi na temat stanu mojego umysłu, mojego ewentualnego pokalania i braku wiary. Niech pozostaną one Pani świadectwem.
Łączę wyrazy szacunku oraz pozdrawiam.