Antykoncepcja w KEA

Moderatorzy: Iwo_H, Kolejarz, Roman F., J.J.S

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: J.J.S » 11 paź 2011, 18:21

Oficjalne stanowisko KEA w RP na temat antykoncepcji zostało wyrażone w Oświadczeniu Kościoła Ewanglicko-Augsburskiego w sprawie ochrony życia. Zasadniczo tekst ten powstał jako stanowisko Kościoła w toku toczącej się na początku lat 90 dyskusji nt. ustawy aborcyjnej, przy czym Synod potraktował sprawę szerzej i ujął w oświadczeniu także zagadnienie antykoncepcji.
Kluczowy dla kwestii antykoncepcji fragment brzmi:
Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP opowiada się zdecydowanie za ochroną życia i to od jego poczęcia. Z biblijnej nauki o Zakonie i Ewangelii bierze jednak wskazanie, że nie on winien wymierzać sprawiedliwość. Ochrona prawna, jej forma i wypełnienie jest rzeczą odpowiedzialności władzy świeckiej: Państwa i jego organów. Zdecydowanie wypowiada się również przeciw stosowaniu środków wczesnoporonnych. Natomiast dyskusję na temat "dozwolonych" czy "niedozwolonych" środków i metod zapobiegawczych uważa za bezprzedmiotową, gdyż nie ma ona biblijnego uzasadnienia. Kościół nie wnosi zastrzeżeń do stosowania we współżyciu małżeńskim środków zapobiegawczych (za wyjątkiem wczesnoporonnych) w celu dopełnienia świadomego rodzicielstwa w planowaniu rodziny oraz dla ochrony zdrowia kobiety.

cytat za luteranie.pl, pod wskazanym linkiem można się oczywiście także zapoznać z całością tekstu.
J.J.S
Moderator
 
Posty: 116
Rejestracja: 16 lut 2009, 11:02
Wyznanie: KEA

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: miniofilka » 11 paź 2011, 18:32

No więc z czego wynika różnica w podejściu do antykoncepcji KRK i KEA? :)
Skoro KEA to również chrześcijanie, to dlaczego wg nich antykoncepcja nie jest grzechem, a wg KRK jest i to ciężkim? :D
dziwne to jakieś dla mnie:?
miniofilka
 
Posty: 11
Rejestracja: 08 paź 2011, 20:36
Lokalizacja: Tychy
Wyznanie: ewangelicko-augsburskie

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: J.J.S » 11 paź 2011, 21:22

miniofilka pisze:No więc z czego wynika różnica w podejściu do antykoncepcji KRK i KEA? :)
Skoro KEA to również chrześcijanie, to dlaczego wg nich antykoncepcja nie jest grzechem, a wg KRK jest i to ciężkim? :D


Zasadniczo różnica wynika z różnego podejścia do etyki ;) Chrześcijaństwo jest definiowane w pierwszym rzędzie przez wiarę w Trójjedynego Boga i zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa, co wcale nie zakłada jednej, jedynej, prawdziwej koncepcji etycznej. Oczywiście nie oznacza też, że chrześcijaństwo nie wypracowuje jakiś mniej lub bardziej całościowych etycznych pryncypiów, tyle, że to dzieje się zasadniczo w ramach konkretnych tradycji konfesyjnych, choć oczywiście mamy też pryncypia, które są podzielane ponadkonfesyjnie, czy wypracowywane ekumenicznie - bywa różnie w różnych kwestiach.
Moim zdaniem duża część odpowiedzialności za ten rozdźwięk tkwi w fundamentalnych różnicach dogmatycznych w postrzeganiu człowieka. Antropologia luterańska zakłada, że to, że ja jako konkretny Iksiński grzeszę wynika z tej ogólnej kondycji człowieka naznaczonego grzechem pierworodnym. Antropologia KRK jest bardziej optymistyczna i zakłada, że ochrzczony człowiek owszem jest skażony grzechem pierworodnym, ale to jeszcze nie czyni z niego grzesznika, a raczej powoduje, że ma ku grzechowi predyspozycje, stąd większy nacisk nie na ogólną grzeszność człowieka, a na konkretne grzeszne uczynki, które domagają się kazualistycznego definiowania, a które powodują, że człowiek jest grzesznikiem. Stąd też w KRK moim zdaniem bardziej nakazowo-zakazowy klimat etyczny i dążność do regulacji sfer życia, które w luteranizmie pozostają sferę osobistej odpowiedzialności. Oczywiście etyka luterańska też stawia granice, ale właśnie to są granice obejmujące jakąś przestrzeń wolności, a nie nakazy rozstrzygające każdą kwestię szczegółową. Stąd też pewien etyczny pluralizm w łonie samego luteranizmu.
Za kwestią antykoncepcji stoi też rozumienie aktu małżeńskiego. Dla KRK, żeby akt seksualny był moralny musi on zakładać gotowość na to by spełnił swoje naturalne zadanie tj. żeby w jego wyniku pojawiło się dziecko. Stąd też określenia w nauczaniu etycznym Kościoła co do tego jak powinien on przebiegać i wykluczenie antykoncepcji, jako przeczącej tej podstawowej funkcji aktu seksualnego jaką jest zapłodnienie. W przypadku "definicji" luterańskiej - świadomie w "" bo etyka ewangelicka nie sili się na tworzenie szczegółowych definicji aktu małżeńskiego, poza oczywiście wytyczną, czy jak to wyżej napisałem granicą, zgodnie z którą jego miejsce jest w związku małżeńskim, co zostało uwzględnione w cytowanym niżej oświadczeniu, gdzie całość rozważań o antykoncepcji odnoszona jest do współżycia małżeńskiego - nie ma rozważań pod tytułem jak ma wyglądać akt seksualny, a co do jego celów oprócz oczywiście wydania na świat potomstwa dostrzega się też jego budujące znaczenie dla obojga partnerów. Przy czym oba te cele wzajemnie się nie wykluczają, ale też nie muszą za każdym razem występować by móc mówić moralnym akcie małżeńskim. To jest intymna sfera dwojga ludzi, im w ich odpowiedzialności powierza się decyzje co do ewentualnego użycia środków antykoncepcyjnych, jak i wyboru ewentualnej metody, stawiając jednak już wyżej wspomnianą granicę, że akt seksualny winien się odbywać w małżeństwie, a co do antykoncepcji zwraca się uwagę na to by wybrana metoda nie była wszesnoporonną, gdyż to jest sprzeczne z pryncypium ochrony życia. Jednocześnie przy decyzji o zastosowaniu ewentualnych środków antykoncepcyjnych przypomina się małżonkom o odpowiedzialności związanej z wydaniem na świat nowego życia i troski o i wychowania powołanego do życia dziecka.
J.J.S
Moderator
 
Posty: 116
Rejestracja: 16 lut 2009, 11:02
Wyznanie: KEA

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: Dor » 01 wrz 2012, 20:16

Witajcie,

wydaje mi się, że w tym wątku pojawiło się kilka nieścisłości. Pozwolę sobie skomentować. :)

Jeśli chodzi o zakaz stosowania antykoncepcji w KRK, to jego źródłem jest tzw. teologia ciała, czyli zestaw twierdzeń (często zupełnie błędnych, moim zdaniem) na temat natury człowieka i jego relacji z innymi, szczególnie w kontekście spraw damsko-męskich. Katolicy twierdzą, że użycie środka antykoncepcyjnego = odrzucenie płodności swojej i drugiej osoby, a zatem odrzucenie cech immanentnych człowieka. Brak pełnej, całościowej akceptacji. Czyli odrzucenie osoby, czyli brak miłości. Jak dla mnie - absurd, ale tak właśnie wygląda mniej więcej argumentacja w KRK.

W KRK z tych samych względów jedynym dopuszczalnym sposobem kontrolowania poczęć jest tzw. NPR, czyli naturalne planowanie rodziny. NPR samo w sobie jest pewnego rodzaju światopoglądem, ale opiera się na ściśle naukowych podstawach - na metodach rozpoznawania płodności. Miałam okazje dokładniej poznać ten temat i przyznam szczerze, że - wyjąwszy warstwę ideologii - jest to zupełnie dobra i skuteczna metoda. Mogą ją stosować kobiety w każdej sytuacji życiowej - również te zestresowane - ale o tym ktoś już słusznie pisał. :-)
W każdym razie - wydaje mi się, że kwestia planowania rodziny nie ma nic wspólnego z religią i zawsze dziwi mnie uzasadnianie sprzeciwu wobec antykoncepcji/poparcia dla naturalnej kontroli wywiedzionymi z wiary twierdzeniami. Z drugiej strony trochę niepokoi mnie pogląd luterański w tej kwestii. Oczywiście, tu zgadzam się ze stanowiskiem KEA, że z perspektywy etycznej nie ma nic złego w używaniu prezerwatyw czy środków plemnikobójczych. Niepokoi mnie jednak to, że luteranie akceptują stosowanie również antykoncepcji hormonalnej. Już tłumaczę, dlaczego. Tak jak już wcześniej wspomniano w tym wątku, pigułka antykoncepcyjna może (chociaż rzadko ma, ale może - jest to informacja zawarta również w ulotkach) mieć działanie przeciwzagnieżdżeniowe. Nie przekonuje mnie argument z aspiryną - to, że inny środek działa podobnie nie oznacza jeszcze, że to jest OK. Nie chcę nikogo oceniać, chodzi mi tylko o to, że moim zdaniem każdy Kościół chrześcijański powinien ściślej ustosunkować się do sytuacji, w której środki farmakologiczne umożliwiają przerwanie życia na najwcześniejszym etapie. Z jednej strony KEA sprzeciwia się pigułce "po", z drugiej - w kwestii "zwykłej" pigułki wydaje się nieco niekonsekwentny...

Nie chciałabym, żeby moje słowa zostały odebrane jako atak, po prostu dzielę się swoimi myślami, spostrzeżeniami i wątpliwościami.
Dor
 
Posty: 6
Rejestracja: 01 wrz 2012, 18:01
Wyznanie: w trakcie poszukiwań

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: tristan » 01 lut 2013, 16:29

Kwestia antykoncepcji hormonalnej oraz mechanicznej to nie tylko kwestia planowania rodziny (do dłuuuugich dyskusji), ale także sprawa niekwestionowanego wpływu na zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Ot choćby, jak niedawno nagłośniona sprawa fatalnego w skutkach zażywania pewnych tabletek. Ale nawet pomijając tak drastyczne przypadki, każda antykoncepcja jest szkodliwa dla osób ją stosujących.

Szkodliwość antykoncepcji ma więc kilka wymiarów:

Wymiar pierwszy: Sprzeciwianie się Bożemu nakazowi rozmnażania się i zaludniania całej Ziemi.

Wymiar drugi: Hołdowanie hedonizmowi i sprowadzanie życia małżeńskiego do samej przyjemności erotycznej.

Wymiar trzeci: Fatalny wpływ małodzietnych rodzin na rozwój i wychowanie wywodzących się z nich dzieci.

Wymiar czwarty: Fatalne w skutkach reperkusje społeczne, starzenie się społeczeństwa, w zasadzie to już nieuniknione wymarcie kultury europejskiej i amerykańskiej (post-europejskiej).

Wymiar piąty: Negatywny wpływ antykoncepcji na zdrowie

Generalnie więc KRK choć nieudolnie, to jednak propaguje słuszne podejście.
tristan
 
Posty: 166
Rejestracja: 17 maja 2010, 20:18

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: Kolejarz » 03 lut 2013, 15:09

Mocne (delikatnie mówiąc) - choć miejscami równie mocno naciągane - argumenty przytoczone przez mgr. inż. bladoszarego Tristana są ciekawe, chciałbym zwrócić uwagę, że są to jednak argumenty generalnie "przeciw brakowi rozmnażania", bez podziału na "złe" (antykoncepcja) i "dobre" (NPR, celibat) metody unikania rozmnażania.
Kolejarz
Administrator
 
Posty: 331
Rejestracja: 20 mar 2009, 16:30
Lokalizacja: Skupowo
Wyznanie: ewangelicko-augsburskie

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: tristan » 03 lut 2013, 15:46

Ja tam nie widzę żadnego naciągania. Jeżeli chcesz przedyskutować dany punkt, przedstaw argumenty.

Mocne? Wcale nie mocne, normalne. Niestety lewicowe i silnie ateistyczne media wyprały nam już w w wielu sprawach mózgi. Co włączę TV to widzę wypowiedzi celebrytów, jak to szybko po ciąży wracali do pracy. Albo akcje ,,pomóż mamie wrócić do pracy''. Jakoś nie umiem trafić na program propagujący radość z macierzyństwa. Jak kobieta zajmuje się wychowaniem dzieci, to od razu, że kura domowa, że jakaś nawiedzona albo głupia. Jak rodzina ma trójkę dzieci, to już dużo, a jak piątkę, to patologia.

Strasznym problemem jest to, że nawet chrześcijanie łykają model życia propagowany przez media. Jak wciąż się coś słyszy, to łatwo potem to łyknąć jako swoje poglądy.

Dlatego uważam, że mocno to akurat zaleta! Trzeba głosić chrześcijańskie poglądy zdecydowanie, silnie i bez kompromisów. Inaczej nas ateiści zjedzą.

============

Owszem, antykoncepcja naturalna jest również antykoncepcją[1]. Jest jednak pozbawiona szkodliwości dla zdrowia. Jeżeli więc faktycznie rodzina już ma np. 5 dzieci, a aktualnie budują nowy dom i ciąża mogłaby chwilowo skomplikować sytuację, to wtedy jej zastosowanie nie naruszy żadnego z przedstawionych przeze mnie punktów. Po prostu chwilowo, na rok/dwa małżeństwo, z bólem i żalem, ale odłoży potencjalne rozmnażanie się. Dzięki temu w nowym domu, będą mogli dalej realizować się jako chrześcijańska rodzina.

[1] tak zresztą naucza publicznie główny duszpasterz młodzieży, ks. Pawlukiewicz, twórca radiowo-internetowej audycji Katechizm Poręczny.
tristan
 
Posty: 166
Rejestracja: 17 maja 2010, 20:18

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: Dagmara » 04 lut 2013, 14:28

tristan pisze:K
Szkodliwość antykoncepcji ma więc kilka wymiarów:



Wymiar drugi: Hołdowanie hedonizmowi i sprowadzanie życia małżeńskiego do samej przyjemności erotycznej.

Wymiar trzeci: Fatalny wpływ małodzietnych rodzin na rozwój i wychowanie wywodzących się z nich dzieci.



Wymiar piąty: Negatywny wpływ antykoncepcji na zdrowie


Z tymi argumentami absolutnie sienie zgadzam.
Miłość małżeńska nie traci na tym, że seks jest nastawiony na coś innego, niż tylko prokreacja. Antykoncepcja to nie kwestia hedonizmu, tylko odpowiedzialności. To po pierwsze.
Po drugie: teoria o fatalnym wpływie małodzietności na rozwój i wychowanie dzieci to największa bzdura, o jakiej ostatnio słyszałam.
Po trzecie jeśli chodzi o antykoncepcję hormonalną to można dyskutować czy jest szkodliwa czy nie, na pewni hormony nie są bez wpływu na organizm, natomiast jeśli chodzi o prezerwatywy, to są one często pomocne przy zachowaniu zdrowia (np. przy grzybicy lub innych schorzeniach).
Dagmara
 
Posty: 154
Rejestracja: 24 kwie 2009, 14:05
Wyznanie: E-A

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: Dagmara » 04 lut 2013, 14:38

tristan pisze: Jakoś nie umiem trafić na program propagujący radość z macierzyństwa.

Słabo szukasz albo nie chcesz widzieć.



tristan pisze: Jeżeli więc faktycznie rodzina już ma np. 5 dzieci, a aktualnie budują nowy dom i ciąża mogłaby chwilowo skomplikować sytuację, to wtedy jej zastosowanie nie naruszy żadnego z przedstawionych przeze mnie punktów. Po prostu chwilowo, na rok/dwa małżeństwo, z bólem i żalem, ale odłoży potencjalne rozmnażanie się. Dzięki temu w nowym domu, będą mogli dalej realizować się jako chrześcijańska rodzina.


Aha, czyli dla ciebie chrześcijańska rodzina to taka, w której ojciec tyra od rana do nocy, a matka co roku rodzi kolejnego potomka i jeszcze zakładasz, że taką rodzinę stać jest na nowy dom. Widzę, że jesteś kompletnie odrealniony. Ciekawa jestem ilu dzieci ty się już dochowałeś panie wymądrzalski.
Dagmara
 
Posty: 154
Rejestracja: 24 kwie 2009, 14:05
Wyznanie: E-A

Re: Antykoncepcja w KEA

Postautor: tristan » 05 lut 2013, 09:49

Dagmara pisze:Miłość małżeńska nie traci na tym, że seks jest nastawiony na coś innego, niż tylko prokreacja.


Nie twierdziłem, że tylko. Twierdzę odwrotnie: Nastawienie tylko na przyjemności jest szkodliwe psychicznie i społecznie. Zdrowe małżeństwo to małżeństwo zjednoczone razem celem budowania rodziny, w skład której wchodzą również dzieci.

Dagmara pisze:Antykoncepcja to nie kwestia hedonizmu, tylko odpowiedzialności.


No i to jest niestety teza ateistyczna, z którą silnie się nie zgadzam, a która niestety coraz silniej jest przez chrześcijan łykana :( . Jest ona wg mnie równie szkodliwa, jak opowieści ateistów o racjonalnym myśleniu, które to niby ma dzielić świat na świat kościelny oraz poza kościelny, w którym powinno się tylko ,,racjonalne'' argumenty mieć (ale to inna dyskusja).

nieprawdą jest, że Dziecko =/= odpowiedzialność. Wręcz odwrotnie dziecko = odpowiedzialność. Dbanie o liczną rodzinę to odpowiedzialność zarówno na poziomie rodziny (dobrze rozwijająca się rodzina, większe wsparcie dla starszych pokoleń) jak i na poziomie społeczeństwa (rozwój społeczeństwa, utrzymanie młodego wieku społeczeństwa).

Dagmara pisze:Po drugie: teoria o fatalnym wpływie małodzietności na rozwój i wychowanie dzieci to największa bzdura, o jakiej ostatnio słyszałam.


No cóż, rzucić ,,bzdura'' to proste. Moje doświadczenia wykazują, że dzieci z liczniejszych rodzin są bardziej samodzielne, nastawione na współpracę, mniej boją się wyzwań. Znane mi jedynaki natomiast zazwyczaj są zagubione, nieco dziwne, bardziej nastawione na własną przyjemność.

Dagmara pisze:Po trzecie jeśli chodzi o antykoncepcję hormonalną to można dyskutować czy jest szkodliwa czy nie, na pewni hormony nie są bez wpływu na organizm,


Ano niestety. A jak pokazują ostatnie doniesienia medialne, mogą być także przyczyną ciężkich chorób i śmierci.

Dagmara pisze: natomiast jeśli chodzi o prezerwatywy, to są one często pomocne przy zachowaniu zdrowia (np. przy grzybicy lub innych schorzeniach).


I to są nieuleczalne schorzenia, a jednocześnie prezerwatywy chronią przed nimi w 100%? Bo jak nie chronią w 100% to nie wyobrażam sobie narażania żony na chorobę tylko dlatego, że mam ochotę na seks.

Dagmara pisze:
tristan pisze: Jakoś nie umiem trafić na program propagujący radość z macierzyństwa.

Słabo szukasz albo nie chcesz widzieć.


Nie szukam, bo mi te programy nie są potrzebne, bo ja mam w tym zakresie zdanie wyrobione. Gorzej, że niestety drzwiami i oknami ładują się przeciwne treści, bo są osoby o mniej wyrobionym zdaniu.

Dagmara pisze:Aha, czyli dla ciebie chrześcijańska rodzina to taka, w której ojciec tyra od rana do nocy,


Bynajmniej.

Dagmara pisze:a matka co roku rodzi kolejnego potomka


Owszem, czemu nie. Bardzo mi się podoba świadectwo pastora baptystycznego (nie pomnę teraz nazwiska, jak potrzeba, to poszukam), który na pytanie ile ma dzieci, odpowiada ,,na razie dziewięcioro''. Z czego dwójka (może więcej, nie wiem) to dzieci adoptowane z zespołem downa. I raczej gościu na patologię mi nie wygląda, a pastorzy jakoś wielkich kokosów nie zarabiają. Kwestia sensownego ustawienia życia.

Dagmara pisze:i jeszcze zakładasz, że taką rodzinę stać jest na nowy dom.


Hhm. Uluksusowianie domu to kolejny mit. Oczywiście, kwestia lokalizacji. No ale mieszkań to też dotyczy. Jakiś czas temu ze zdziwieniem się np. dowiedziałem, że maleńkie mieszkanie w centrum Warszawy może kosztować kilka milionów zł.

Dom na wsi nie jest jakoś realnie dużo droższy od mieszkania w centrum większych miast, a jak się ma ustabilizowaną sytuację zawodową, to można ładnie się wesprzeć kredytem na np. 30 lat i spokojnie sobie mieszkać.


Dagmara pisze: Widzę, że jesteś kompletnie odrealniony. Ciekawa jestem ilu dzieci ty się już dochowałeś panie wymądrzalski.


No cóż, klasyka polskiej dyskusji. ,,nie mam argumentów, będę obrażała rozmówcę''. Czy naprawdę musimy rzucać takimi epitetami?

Mam dwójkę dzieci, bardzo marzę o czwórce, a przynajmniej trójce. Niestety miałem dość skomplikowane życie daleko od Boga i dzieci przyszły późno, a obecnie jestem dość chory (mam mieć operowany nowotwór w najbliższym czasie) i nie wiem na ile się uda. Ale jeżeli Bóg wyprowadzi mnie z tej choroby obronną ręką, to na pewno będę się starał o kolejne dzieci.

Wiem jedno na pewno: Większość opowieści w stylu ,,nie stać mnie na więcej dzieci'' to opowieści zakłamanie i nieprawdziwe (możliwe nawet, że zakłamane nieświadomie, bo mało kto jest dobrym sędzią w swojej sprawie). Znam np. jedną rodzinę, oboje pracują, dobrze zarabiają, ostatnio kupili 4 pokojowe mieszkanie (wcześniej mieli 2 pokoje) i ona mi opowiada, że właśnie zburzyli ściankę pomiędzy kuchnią i pokojem, bo i tak więcej dzieci nie planują, to po co im tyle pokoi. To nie jest kwestia odpowiedzialności, to kwestia hedonizmu. Nawet po zburzeniu ścianki mają warunki na więcej dzieci (ja mam 3 pokojowe mieszkanie i nawet 5 dzieci by się spokojnie zmieściła, moja teściowa wychowała się w kawalerce a było ich 4 dzieci i dwoje rodziców i jest bardzo dobrą kobietą i jakoś nie wspomina tych czasów jako Koszmaru Życia), ale im się po prostu nie chce.

Ludzie przez tysiąclecia żyli w dużo gorszych warunkach niż my obecnie, a jednak mieli liczne potomstwo. Posiadanie potomstwa było oznaką Bożego błogosławieństwa, a jego brak dowodem na przekleństwo. Teraz się mówi coraz głośniej o problemie, wpadce, kłopocie. Wyśmiewa się wielodzietne rodziny, nazywa ich patologią.

Mnie przeraża to co się dzieje obecnie, bo wszystko wskazuje na to, że nasza chrześcijaństwa czy niestety coraz częściej postchrześcijańska kultura wymrze już za 50-100 lat. Muzułmanie się rozmnażają i rozwijają. Hindusi się rozmnażają i rozwijają. A chrześcijanie niestety opowiadają o odpowiedzialności, o braku warunków, o przeludnieniu (to dopiero jest kosmiczna bzdura) i mają ujemny przyrost naturalny, a średnia wieku się przesuwa coraz bardziej w kierunku starości.

Oczywiście, jak zauważył Kolejarz, to dyskusja nie bezpośrednio o antykoncepcji, ale o całokształcie podejścia do modelu rodziny. Sama antykoncepcja jest tylko częścią tego podejścia, ale że częścią szkodliwą zdrowotnie, to tym bardziej godną napiętnowania.
tristan
 
Posty: 166
Rejestracja: 17 maja 2010, 20:18

PoprzedniaNastępna

Wróć do Etyka i problemy społeczne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron